Sunday, 19 November 2017

Kulturalna jesień

I przyszedł listopad, i jakoś mnie to wcale nie przeraża. Mam nadzieję na mroźną zimę, ze śniegiem i łyżwami.
1 listopada z rodziną, ważne, bo przede wszystkim z tą dalszą. Kuzynów mojej mamy nie widuję za często. Tym razem spotkanie przeciagnęło sie do późnego wieczora, co dla mnie było ważne, ponieważ z wujkiem wracałam do miasta na dwa dni. Dzieci miały dwa dni wolnego. Szkoła robi, a może przygotowuje się, do wielkich wakacyjnych remotów. Nie mogę się doczekać, bo choć lubię tam codziennie przychodzić, w końcu sentyment, ta sama szkoła, to przydałyby się tam zmiany. Z tego co wiem, będą zmieniać łażienki, korytarze, ocieplać budynek. Znalazłam niedawno moje zdjęcie z ósmej klasy, szkolny korytarz wygląda indentycznie :)
Spotkania rodzinne są ważne i fantastyczne. Tak mnie rozgrzały, że postanowiłam zorganizować rodzinne wakacyjne spotkanie. Czy się do tego zabiorę, nie wiem.
Tak czy inaczej, miałam czas dla siebie, żeby odpocząć, czy też zdziwić się, że można mieć dzień bez dzieci, ale też, że nie do końca w takich dniach się odnajduję. Nie bardzo wiedziałam gdzie i jak mam sie obrócić , co mam robić, co mam odrobić :)
Dałam jednak radę i proszę bardzo, oto jestem znów w Wislicy, która po długim czasie nie widzenia, okazuje sie bardzo potrzebna dla równowagi psychicznej niezrównoważonego człowieka.

Dni są leniwe i spokojne. Każdy weekend siedzimy w mieście i nie planujemy odwiedzin u babci i dziadka, ale nie przeszkadza nam to wcale. Mamy w planach inne rzeczy, na przykład wizyte w Muzeum Zabawek, gdzie można zagrać w grę planszową, napić się kawy, zjeść pyszne ciastko i pogadać. Szkoda tylko, że męczy mnie straszliwy, suchy kaszel i obawiałam się, że rodzice innych dzieci mnie zlinczują. Nikt tego nie zrobił całe szczęście.
Na załączonym obrazku klocki, jakimi bawiłam się w dziecięctwie. Takie starożytne klocki, mamo, były? Leon.


Na niedzielę kupiłam bilet do Filharmonii, zabraliśmy z nami Becky, bo czemu nie? Nie przeszkadza przecież, że nie rozumie za bardzo po polsku. W końcu muzyka jest językiem uniwersalnym.
Nie wiem, czy jestem całkiem zadowolona, bo miałam nadzieję na tańce góralskie, trochę więcej typowej, skocznej muzyki i ogólnie, troche ciekawiej dla dzieci, ale i tak Isa była zadowolona. Leon po 20 minutach zapytał kiedy pójdziemy do domu.


W tygodniu byłam też na wywiadówce. Biegałam z jednej na drugą i znajduję to troszkę trudne, ale co uczynić, jeśli ma się dzieci w dwóch różnych klasach. Opłacało się, opłacało się. Isa okazuje się orłem. Wywiązała się dyskusja w klasie na temat tego, czego można i powinno sie oczekiwać od dzieci, ile pracy powinno się włożyć w rozwój dziecka. Ktoś się odezwał, że w Anglii nie zadaje się prac domowych, niczego nie wymaga, a potem jakie efekty są, każdy widzi. Kuzynka jakiejś pani podobno niczego sie nie nauczyła w swojej angielskiej szkole. Na co wychowawczyni Isy rzecze, że mamy w klasie dziewczynkę, która trzy lata swojej edukacji spędziła właśnie w Anglii, i że chciałąby, żeby każde dziecko w jej klasie miało taki poziom wiedzy. Na zestawieniu ma wszystko wysoko, albo bardzo wysoko, przede wszystkim obeznanie sie w pieniądzach. Handlarskie nasze geny. Nie moje wprawdzie, ale rodzinne.
U Leona natomiast, ogólny poziom klasy to 70%, a Leon? Na zestawieniu ma 80% razem wzięte. 

No i co z tego? Skoro w domu nie mam do nich siły. Zupełnie. Becky przychodzi pogadać sobie z nimi po angielsku, a oni jak maja focha, to mają.Nie przeszkadz, że to Becky i że nie wypada. Pytam więc Isy, czy byłaby taka niemiła, gdyby była z ciocią Izą i ciocią Kanią. I co słyszę? Przy cioci izie nie mozna sie tak zachowywzc. Ciocia Iza to elegantka.

Saturday, 21 October 2017

Jeszcze jesiennie


Już wiem, że to stres ma wpływ na moje bóle głowy. I strach przed tym, że się nie wyrobię.

Tak miałam przed urodzinami Leona. Nie miałam czasu na nic. Nawet na spędzanie czasu z dziećmi.
Tylko na to wieczne zmęczenie.
Ale, wyczytałam w necie coś, co potwierdziło moje przekonanie.
Jest różnica między zmęczeniem, a sennością, zawsze wiedziałam teraz wiem jeszcze bardziej.

Zmęczenie jest sygnałem, by odpocząć. Ale często, jak Wilhelm I Friedrich, nie słuchamy go i powtarzamy: Nie mam czasu być zmęczony.
Mózg działa za pomocą ATP, czyli związek chemiczny, służący jako nośnik energii potrzebnej do przeprowadzania procesów życiowych. Bez niego nie możemy funkcjonowac. Związek ten tworzy się na bierząco. Gdy jego poziom spada, nie możemy sie utrzymac w stanie czuwania, więc mózg wprowadza senność, aby  odnowić poziom ATP.
Senność służy odtwarzniu ATP. Zmęczenie pojawia sie wtedy, kiedy sen nie pomaga, ATP się nie odnawia i jedziemy na rezerwie. Sen nie daje odpoczyku, czujemy się wykończeni. Kiedy jesteśmy senni, zrobienie czegoś rozbudza nas i senność mija. A zmęczenie przeciwnie – nasila się w wyniku działania, najdrobniejszy wysiłek potęguje je. To sygnał, że naruszyliśmy nasze zasoby energii i mamy problem z ich odnową.
Taka mądra jestem stąd:artykuł 

Przed każdą imprezą doprowadzam sie stresem i niekoniecznie pozytywna adrenaliną do stanu, kiedy sen nie wystarcza i budze sie wykończona. 

A wystarczy o siebie troszkę zadbać.
W związku chyba z powyższym, przyglądam się uważniej swiatu i zauważam, że koniec października jest przepiekny. Przede wszystkim w kolorach. Wykorzystuję jeszcze suche liśce i robię z dziećmi lampiony.
Zdobywam też (znów powiem, że codziennie czegoś nowego sie uczę) ważne informacje, niezwykle przydatne w życiu matki-artystki, która zamiast poświęcać się karierze, zajmuje się klejeniem, układaniem, tworzeniem. 
Do lampionów, na które przepisów mnóstow na niecie, więc nie będę sie powtarzać, potrzebowałam słoików, lisci, szurka i pod modge, czyli specjalnego kleju do dekupażu :)
Na ten klej szkoda mi naprawdę pieniędzy. Całe szczęście, moje ulubione źródło informacji podaje, jak zrobić domowy, tańszy. Niestety podaje po angielsku, i proponuje mi użycie PVA glue, którego w Polsce nie ma.
Od czego mam wszakże moja ulubioną cechę- dociekliwość. PVA to klej na bazach mącznych, jak nasz Wikol. Zakupiony, rozcieńczony z wodą, sloiki zrobione. Czas z dziećmi spędzony. 
Jest dobrze.
Lubię jesień także dlatego, że wieczory sa takie dobre i przytulne. Gdybym miała instagram, pewnie bym się ogłosiła z moja miłością do jesieni :)

Sunday, 15 October 2017

Minecraft przyjęcie urodzinowe

Przeżyłam kolejne wielkie wydarzenie w życiu moich dzieci, przede wszystkim syna, ale też i moim, bo na przygotowanie miałam troszkę ponad tydzień. Okazuje się, że się da :)
Leon ochodził 6 urodziny i różnych powodów bardzo chciałam zorganizować mu przyjęcie urodzinowe. 
Nie jest to takie proste, kiedy mieszka sie na piątym piętrze,na 42 metrach,  a myśli się o zaproszeniu całej klasy, czyli 22 szuk. Przecież nie wiem, jak to jest na początku roku szkolnego, kiedy jeszcze nie zna się wszystkich rzeczy.
Pomyślałam więc, może w bawialni. Hm, cały tydzień myślałam i stwierdziłam, że może jednak nie.... Weekend w polskim mieście miałabym z dziećmi za te pieniądze. Więc nie.
No, to w domu. I jak to zrobić? Wszak będzie Minecraft! 
Minecraft proszę państwa, którego znam niby jak własną kieszeń, bo mi Leon opowiada kiedy tylko może, ale jednak nie znam...
Co mi pozostało... Mój przyjaciel Internet i wszyscy inni rodzice, których potomstwo ma fioła na punkcie tej gry.
Pech chciał, że akurat w tym tygodniu w pracy zaczął sie taki młyn, że nie wiedziałam jak się nazywam, w którą stronę sie obrócić i od czego zacząć. A pomysłów na urodziny mało.
Koniec końców poskładałam wszystko razem i wyglądało to tak:

Na każdym prawie internetowym przyjęciu urodzinowym każdy element poczęstunku miał nazwę. Wydrukowałam, a wyglądało to tak. Jeszcze tylko widzę, ostatnie poprawki Creeper'a. I oto, zabawa.
Zrobiliśmy też Portal z niebieskiej bibuły i poskładaliśmy wszystko, co nam będzie potrzebne. Ale o tym dokładniej dalej.







1.Na sam początek trzeba nam było odnaleźć przyklejone w domu, w różnych miejscach obrazki z postaciami z Minecraft i znaznaczyć w tabeli, że się je znalazło.
2. Kiedy już wszyscy poznali bohaterów gry doszliśmy do wniosku, że najwięcej frajdy będziemy mieć z ciągnięcia świnki za ogon. Prawie tak zrobiliśmy, z tą tylko różnicą, że przyczepialiśmy tej śwince ogon, Pin the Tail, czym dosyć szybko towarzystwo się znudziło.

3.Zaraz potem okazało się, że świnka sie wkurzyła tym ciągnięciem ogona i skierowałą nas w stronę lawy. A ta gorąca i trudna do opanowania, zwłaszcza, jeśli stoi sie tylko na skrawku czystej, nie skażonej lawą ziemi. Do zabawy przydała się pokrojona w cienkie paseczki pomarańczowa bibuła i jednorazowe kubeczki, których kupiliśmy w nadmiarze, a polegała na przerzucaniu tej lawy z bibuły z kubeczka do kubeczka, aż w końcu na drugą stronę świata, tak, żeby móc przejść swobodnie tam, gdzie każdy Minecraftowiec powinien zmierzać. (żebym tylko wiedziała, gdzie to powinno być? Ha!)


4. Jedno jest pewne, po drodze będziemy szukać emeraldów, diaksów oraz innych niezwykle potrzebnych kamieni bardziej i mniej szlachetnych, których nazwy nie pamiętam. Żeby zadanie nie było zbyt łatwe musieliśmy nie tylko odnaleźć miejsce, gdzie były schowane, ale też WYKOPAĆ je specjalnym kilofem.
Byłoby jeszcze fajniej, gdybym zaczęła planować urodziny przynajmniej dwa miesiące przed imprezą, pewnie miałabym czas na dopracowanie wszystkiego. A tak, kilofy zamiast ze sztywnej pianki. zrobione były z cienkiej tekturki, oklejone mozaiką. Muszę przyznać, że niektórzy mieli bardzo dużo cierpliwości i nie ruszyli się z miejsca dopóki nie dokończyli przyklejania wszystkich elementów układanki. 


5. Z kilofami gotowymi do pracy, wyruszyliśmy na poszukiwanie. Pierwszy postój w kuchni. Muszę przyznać, że wizja sprzątania rozgniecionych ciastek w moich obu pokojach nie bardzo mi się podobała, więc sprytnie zarządziłam kopanie i łupanie w kuchni. 
Zwłaszcza, że zamroziłam też kryształy w kostkach lodu i nie chciałam powodzi w całym domu.
Wydaje mi się, że to podobało im się najbardziej ze wszystkich atrakcji.
Ciasto, w którym piekłam kryształy musiało być szybko czerstwiejące. Na blogu, z którego pomocy korzystałam było napisane, że mączka kukurydziana będzie się nadawać. Tyle, że nie było tam przepisu, a gotowe ciasto z pudełka, którego szukać w Polsce nie miałam już czasu. Eksperymentowałam więc z mąką kukurydzianą i rzeczywiście ciastka wyszły przednie :)
Zabawa była jeszcze lepsza.


6. Wszystkie diamenty można było, ale nie trzeba było, wymienić na Minecraftowe miecze i ludziki, które w pocie czoła produkowaliśmy z Leonem i Isą przez kilka popołudni.
W ogóle wszystko na ostatnia chwilę, ale tym razem nie przeze mnie, tylko sklepy. Kto to widział, żeby w sklepie nie było koralików do prasowania żelazkiem, i żebym musiała zamawiać przez internet i czekać! Tako i jeszcze tylko wymiana łupów, gra "Nie jedz Steve'a", na którą pomysł ściągnęłam z Internetu. Polega na ty, że jedno dziecko wychodzi, a my na każdym obrazku układamy cukierki. Umawiamy się, kto będzie Steve'm i zapraszamy sosobnika do konsumpcji. Najfajniejszy był ten moment, kiedy wszyscy się wydzieraliśmy na cały głos "Nie jedz Steve'aaaaaaaaaaa!!!!!!"
Oczywiście i ta zabawa nie trwała długo, haha!.





A potem towarzystwo sie rozpierzchło, bo jedyne na co miało chęć to zabawa z Leonem i Isą w ich pokoju, w którym i tak niewiele jeszcze jest.
Ledwo zdążyłam ich zawołac na dmuchanie świeczek. " Ja nie jem, ja też nie jem, owocowy? O nie! Ja nie jem!. To ja też nie!" i juz trzeba było biec na dwór i walczyć z piniatą, bo zaraz mieli przyjść rodzice.
Naprawdę trzeba było kupic kilka babeczek, ozdobić minecraftem i z głowy. 








Bardzo mnie stresują takie wydarzenia, kiedy musze robić je sama i nie mam za dużo na to czasu, a jeszcze w pracy się dzieje.
Rano jeszcze musiałam odebrac tort, bo sama nie odważyłam się go upiec w moim piekarniku. Umówiłam się też z ciocią policjantką, że upiecze dla Leonka brownie, które potem oblejemy zielona polewą, imitującą trawę. Dobrze, że sie przeraziła tym, że jej nie wyszło ciasto i przyszła do mnie na tyle wcześnie, że przy kawie i pogaduszkach pobawiła się w prace plastyczne i pomogła ogarnąć całość w całość.
Ciasto było, tak na marginesie, bardzo dobre...
Fajnych prezentów, Leonku, bo o tym i spędzeniu czasu z przyjaciółmi, marzyłeś przed swoimi urodzinami.
Ps. Choć nie polski to jeszcze zwyczaj, zrobiłam Party Bags, czyli w ponglish:partybagi, takie prezenty dla gości, w podzięce, że przyszli na urodziny. Trochę ich tym zdezorientowałam... Haha.
A na sam koniec wpadła ciocia Iza, narobiła rumoru, zostawiła najwspanialszy pod słońcem prezent i wypadła. Czyż to nie fantastyczne mieć rodzinę na miejscu?

Sunday, 8 October 2017

To już drugi tydzień przeżyłam?

Jeśli w pierwszym tygodniu byłam zmęczona, to w tym jestem padnięta.
Nie mogę się jeszcze ustawić, ani z zakupami, ani z gotowaniem, ani z zapędzeniem ich do spania wcześniej niż o 20 wieczorem. W weekendy nie leżymy, bo albo coś trzeba zrobić, albo ktoś nas odwiedza. Odpoczywamy intensywnie. Co też jest fajne, ale czasami fajnie byłoby poleżeć.

Iza z Darkiem przyjechali na chwilę w niedzielę, w drodze na urlop w góry. Takim to się powodzi! Ja też chcę w góry. Moja Isa pyta kiedy pojedziemy w góry. Pojedziemy córciu, pojedziemy, nawet na chwilkę.
Jak zwykle, jak sobie człowiek zaplanuje, to mu nic nie wychodzi jak trzeba. Chodzimy do kościoła na super fajną mszę dziecięcą, z super fajnym Andrzejem księdzem, który gada głupoty, które do wszystkich przemawiają, tak że wiadomo, o co w tym wszystkich chodzi i dlaczego takie to ważne w codziennym życiu. Kończy się o 11.30, na kawę z Izz byliśmy umówieni na 12. A tu pech! Przyszedł biskup nudziarz, tragedia, jak można go tak słuchać! Msza trwała do 11.40. Ledwo zdążyłam po sernik do tesco.
Rodzina już stała pod drzwiami i pytała gdzie mam toaletę.
Super tak mieć gości. Na sernik sklepowy, bo po doświadczeniu z pieczeniem frytek przez 40 minut i niedopieczeniu ich, stwierdziłam, że nie ma co! Ciasto ze sklepu i już.

Stresują mnie urodziny Leona, bo będą jednak w domu. I mam kupę roboty, a jeszcze nawet nie wiem co z czym i jak, żeby stworzyć Minecraft story.
Od czego ma jednakowoż mojego przyjaciela Interneta?

Poza zmęczeniem, jak się mam ogólnie? Pokusiłam się na odpowiedzenie na to pytanie, bo zagadała mnie koleżanka mojej siostry, przez pomyłkę, ale sprowokowała.
 Cóż, zależy z jakiej perspektywy się patrzy. Jeśli porównamy do przeszłości, to mam się świetnie, jest mi bardzo dobrze. Wszystko się układa, Jeśli myślimy o przyszłości, zawsze mogłoby być lepiej, prawda? Zawsze mogłabym w końcu dostać odpowiedź z brytyjskiego urzędu odnośnie do zasiłku wychowawczego, który należy się każdemu, a ja z racji tego, że mój małżonek mieszka za granicą, czekam już od roku na jakiekolwiek wiadomości. P trochu mi się tak zsypują i składam do kupy.
Jestem już prawie pod koniec procesu, więc trzymać kciuki, będzie dobrze!
I wtedy będę mogła powiedzieć, że jest dobrze :).


Sunday, 1 October 2017

Wszędzie widzę kota

Pierwszy tydzień bez mamy. Leon i Isa super, w szkole bez problemu, na świetlicy bez problemu. Leon nawet zaczyna jeść obiady. Zupę całą, drugie próbuje. Ważne to jest, bo prze kilka ostatnich lat miał ogromny problem z jedzeniem w towarzystwie. Nie obgryza już paznokci. Nawet nie zauważyłam kiedy, po prostu okazało się, że trzeba mu je obciąć.

Isabela dostała zaproszenie na urodziny do parku linowego, a ja jakiś czas temu postanowiłam sobie, że będę próbować rzeczy, które mnie przerażają, ale chcę ich spróbować. Że nie warto rezygnować, bo potem się okaże, że właśnie tego chciałam. I tak było tym razem. Weszłam, na drugą trasę. Nogi mi się trzęsły, ale przeszłam. W połowie drogi stwierdziłam, że to nie dla mnie, że nigdy więcej, ale jak już zeszłam, miałam chęć na więcej. Tyle, że była już pora do domu.
Bardzo, bardzo, bardzo byłam i nadal jestem z Isy. Przeszła sama trzecią co do trudności trasę, a ona z reguły boi się takich wyzwań. Drugą co do trudności trasę przeszła ze mną, już po zrobieniu trasy numer 3. Widziałam jak trzęsły jej się nogi, jak się już chciała kilka razy poddać, a jednak szła dalej. Prawie płakała ze strachu, ale szła. Jestem dumna, bo wiem, ile ją to kosztowało.







Wykorzystujemy też miasto i idziemy do kina na polski film, pt. Tarapaty. Bardzo lekkie kino akcji dla dzieci. O samotności, trochę inności, przyjaźni, trudnych sytuacjach, tarapatach i wspieraniu się. Dla mnie bardzo lekkie, moje dzieci bardzo się zaangażowały i przeżywały. Leon po wyjściu z kina skakał po murkach. Bo on szuka skradzionego skarbu.

I bardzo chcę kota. Wszędzie go widzę, nawet przechodząc obok otwartych drzwi łazienki, jak siedzi pod prysznicem. Nie mogę go wziąć, bo babcia nie będzie się nim zajmować, kiedy ja będę musiała wyjechać z miasta. Gdzie postawię kuwetę, w kuchni? Skąd wezmę na jedzenie? Jak będę go wozić do rodziców i gdzie go tam zostawię? A może zostanie w domu na weekend?
Obawiam się, że zalety posiadania kota i go przytulania nie są wystarczające na tyle, żebym przestała się bać odpowiedzialności. Ale wszędzie widzę kota...
Isa chce kota, dobrze mieć takie zwierzę w domu. Ja chcę kota.
W gazetkach akurat wszędzie produkty dla zwierząt.
Chciałam już się ogłosić na Fb z zapytaniem czy warto wziąć kota. Znów przeszukałam cały internet i znalazłam artykuł, który jeszcze bardziej mnie stonował. Kot to odpowiedzialność na jakieś 20 lat. Trzeba go wykastrować. Trzeba o niego dbać. Pewnie będę, ale co jak coś wypadnie?
Naprawdę mnie to przerasta..
Znów myślę, że gdybym tylko zechciała, zabrała się do roboty i rozpisywała na temat zakupienia sofy, alby przyjęcia kota pod nasz dach, to w końcu byłabym sławna i mogła zacząć zarabiać na blogu. Hahahaha!!!!

Sunday, 24 September 2017

Kolejny wyjazd, kolejne miasto. Upajający Wrocław

A dzieci zostawię z babcią same znów. Nie wiem, czy babcia wytrzyma i kiedy się zbuntuje. Czy będę musiała szukać opiekunki na cały tydzień? o, co mi się chyba nie opłaci. Bardziej mi się opłaci poszukać czegoś nowego.

Nie da się ukryć, starzeję się. Noc przed wyjazdem na program spędziłam w hostelu we Wrocławiu, dzieląc pokój z czterema innymi paniami. Praca przyznaje nam, pracownikom budżet na nocleg przed lub po programie. Tak się niestety składa, że nie ma dobrego połączenia i najlepiej zostać na dwie noce, a żeby się w budżecie zmieścić trzeba dzielić pokój z obcymi ludźmi. I cóż, zdarzyło mi się nieraz spędzić noc w takim hostelu, w takim pokoju, tyle, że byłam młodsza. Może ludzie byli inni?
No, bo przepraszam. Jeśli kładę się spać o 20, to mam nadzieje, że ci, którzy przyjdą później będą zachowywać się na tyle cicho, że mnie nie obudzą. Ale nie, najpierw wparowała do pokoju o 22 pani z recepcji z jakimiś ludźmi, dyskutując na temat tego, które i dlaczego akurat to łóżko będzie dla niej. Zasnęłam. O północy znów światło i szeleszczenie. Paniusia wróciła z baletów. Zapewne można było przygotować sobie piżamkę, ręczniczek i mydełko przed wyjściem, ale po co!!! Przecież co mnie to obchodzi, że inni śpią!!! Najważniejsze, że ja się dobrze bawiłam, a teraz idę spać!!!
Wrocław cudny. Naprawdę musimy tu przyjechać razem z rodziną na jakiś weekend, może już jak będzie ciepło, po zimie. Poranek pachniał tak, jak wszystkie miasta, które odwiedzałam podróżniczo, nowym miejscem i przygodą.
Popołudnie było mniej pachnące, ale tylko dlatego, że padał deszcz i zrobiło się zimno.


O, to jest miejsce, gdzie się chce być. Sama przyjemność przebywania. Urocze dekoracje, lekko, przyjemnie. W sam raz dla takiej starszej pani jak ja. Hotel Chojnik, niedaleko, właściwie już beretem od zamku Chojnik jest super uroczy, jak dla mnie w skandynawskim stylu, ale co ja tam wiem? Tak czy inaczej, uroczo tam się chodziło w ciepłej chuście i popijało ciepłą herbatkę.


Tradycyjnie, po moim powrocie torba babci wypadła z szybkością światła, za nią babcia.
Nie, no byłabym niesprawiedliwa, bo po prostu babcia już nie może z nami być w tym tygodniu, musi sobie pozałatwiać sprawy zdrowotne. Nawet ją na spokojnie odprowadziliśmy na przystanek i pożegnaliśmy, zaraz po tym, jak ugotowała nam obiad, pozmywała i upewniła się, że jej stara córka, wymęczona po kolejnej bezsennej nocy we Wrocławiu, da radę ogarnąć towarzystwo.
Bo zamiast iść odpocząć poszłam sobiekupić kawę i posiedzieć na wrocławskim rynku, po prostu popatrzeć na ludzi i natknęłam się na ludzi z programu. To poszłam na pizzę i na piwo.

Jeszcze natknęłam się na coś takiego.
.


Teatr z Petersburga, przedstawienie dla dzieci. O przytulaniu, potrzebie bycia razem, uważności i byciu po prostu. Bez słów, samym gestem i śmiesznymi dźwiękami. W ramach 5 międzynarodowego festiwalu Teatrów dla Dzieci Dziecinada: 
MOONSTERS, Wędrowne Lalki Pana Pejo, Rosja.




W niedzielę pojechałam z dziećmi zamówić sofę, która na mnie patrzyła, a która ma być u nas już za tydzień i w końcu razem obejrzeliśmy Vaianę-Moanę.  Poryczałam się jak bóbr. Nie wiem, czy Disney umie tak wyciskać łzy, czy to siła kobiety tak do mnie przemawia? Uwielbiam oglądac dziećmi film, ale nie tak, że jednym okiem w komputerze, jednym na filmie, nogą w pokoju obok, a rękami w kuchni, przy garach. Tak całkiem, zupełnie, bez rozpraszania się, całym jestestwem, z dziećmi. Lubim tak, bardzo.

Friday, 15 September 2017

Pierwszy dzień szkoły

34 lata temu 1 września tez wypadał w piątek, tak jak w tym roku. Tyle, że wtedy szkoła zaczęła się w piątek, w tym dopiero w poniedziałek, 4 września. No i wtedy, te 34 lata temu, pierwszy szkolny weekend spędziliśmy u babci. No i wtedy spadłam z ławki parkowej, w moich przepięknych, łososiowych, stukających sandałkach. No i po weekendzie (bo w pierwszym szpitalu powiedzieli, że nie trzeba nic robić, tylko wysłali do domu; pamiętam, że przespałam ten weekend z potwornym bólem głowy) tydzień leżałam w szpitalu z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu, zwichnięta kostką i pękniętą czaszką, w części skroniowej. Biedna ta moja matka.
No, ale wracając do teraźniejszości, pierwszego dnia, Pani przedstawiła Isę całej klasie, opowiedziała, gdzie mieszkała i co robiła, posadziła w pierwszej ławce. A potem przez kilka dni słyszałam historię, jak to Bartek z sąsiedniej ławki nie spuszczał z niej oczu i nawet nie chciał słuchać swojego kolegi, z którym siedzi w ławce.
Miejmy nadzieję, że pozna kogoś, z kim będzie jej miło w klasie i nie będzie się czuła samotna.
Leonowa Pani gadała i gadała, i już myślałam, że nigdy nie pójdziemy do domu.

Pierwsze dni mijają spokojnie, chodzą do szkoły, ja do pracy, babcia zajmuje się domem.
Leon uczy się nowych rzeczy i wierszyków, kręci mi palcem po plecach:

duże kółko
małe kółko
sto tysięcy kółek około nas
nie ma żadnych kątów
ja ci takie kółko dam
Zmasowało cię, mamo?

Isa też się uczy, rozwiązuje zadania z matematyki, zapisuje w zeszycie Zad. 3. Smieją się z Leonem, że zad to taki zadke, na co Leon, że zad jest potrzebny, bo się tamtędy robi kupę.
Takie rozkoszne dyskusje się u nas odbywają popołudniami.

Szukam też narożnika i jak tylko mogę siedzę na necie, bo zanim wybiorę, muszę zrobić rekonesans. Choć właściwie po co, narożnik z netu i tak będzie kotem w worku.
Taki bym chciała, ale czy się na niego zdecyduję... Hm.
Z takiej strony https://www.mebel-partner.pl/naroznik-z-funkcja-spania-na-bukowych-nogach-aura-niebieski-detail.
A może ciemnoszary welurek. Ileż decyzji...


Pojechałam też do sklepu, zobaczyć jak wyglądają sofy i sposoby ich rozkładania. Sławna bym była, gdybym tylko zaczęła opisywać wszystko, co robię w związku z poszukiwaniem narożnika do spania. Przeczytałam więcej niż połowę artykułów dotyczących narożników. Wiem już, że można rozkładać ją na delfina, na dl, na sedaka, czyli belgijkę, na klik-klak, jak zwyczajna wersalka. Że są sprężyny  takie, śmakie, w kieszeniach, bez kieszeni. Takie materiały, śmakie materiały. 
A w sklepie zawołały do mnie sofy, nie narożniki. I co ja mam teraz robić, skoro nastawiłam się na narożnik?
Pojechałam jeszcze raz z Nadzią. Nawet ona twierdzi, że skoro sofka do mnie zawołała, to muszę ją mieć. To wszystko powinnam mieć, taki kolaż uczyniła. Będę się zastanawiać.


Przy okazji zwiedzania supermarketów, zajrzeliśmy poszukać tostera i takich tam. Leon poszedł pooglądać klocki Lego. Będę tutaj Leonku, ale nie chodź nigdzie, zaraz do ciebie podejdę. 
Wracam do zabawek, szukam Leona i słyszę "Mama Leonka proszona jest o podejście do punktu obsługi klienta, aby odebrać synka" Yhm.

Tylko weekend przyjdzie, babcia ucieka. Torba stoi pod drzwiami, czeka tylko, żebym weszła, torba ucieka, a z nią babcia. No, niech tej torbie będzie, tęskni za dziadkiem i swoimi kątami, co mam ja trzymać na siłę w mieście.
Babci nie ma, chodzimy na spacery po deptaku. ale też na niedzielną mszę. Kleknij Leonku. Nie, założyłem eleganckie spodnie i nie chcę, żeby się pobrudziły.
Byliśmy też na Pożegnaniu Dworca PKS  kieleckiego. Można było zjeść smaczki, dostać kielecką torbę zakupową, zakupić koszulki, pograć na starych grach i obejrzeć zakamarki dworca. Na to akurat się nie pisaliśmy. Można też było iść na imprezę i pewnie byśmy poszli, gdyby nie to, że ja byłam na tańcach z koleżankami z pracy.
Można też było kupić pamiątkowe magnesy zrobione z talerzy, tak jak podziemia dworca. Co też uczyniliśmy.





I tak nam intensywnie mijają pierwsze tygodnie szkoły. Dobrze nam razem.